Rozpoczęły się wakacje, zatem harcerze z Wysokiego wyruszyli na Grunwald. Powiecie: jeżdżą już tak od czterech lat, więc czym jeszcze mogą nas zaskoczyć ? A jednak ten rok był szczególny! Z uczestników awansowaliśmy na organizatorów trasy ! Komendantem rajdu, w którym wzięło udział ponad 800 harcerzy z całej Polski, został Bartłomiej Jakóbczak -„Strażak”, a 69 GDHiSH „Pyszczydła” i 9 ZDW „Ventus” zostały poproszone o organizację jednej z tras. Od lat organizujemy różne imprezy hufcowe, ale ogólnopolski rajd – to było nie lada wyzwanie! Jako uczestnicy rajdów grunwaldzkich, zmagaliśmy się dotychczas przede wszystkim z kilometrami, które należało przemierzyć każdego dnia, najczęściej z ciężkim plecakiem. Jako organizatorzy mieliśmy za zadanie wymyśleć taką fabułę, by zaciekawiła uczestników i przesłoniła trud pokonywanej trasy.
Tegoroczny rajd miał charakter międzynarodowy – była trasa m.in. litewska, białoruska, ukraińska, węgierska. My podjęliśmy się realizacji trasy polskiej. Postanowiliśmy oprzeć fabułę trasy na historii i literaturze. Ale żeby nie zanudzić uczestników, głównym motywem stała się historia rodu Romockich. Ród ten, herbu Prawdzic, rzeczywiście wywodzi się z terenów, przez które wiodła nasza trasa. Wędrowaliśmy zatem przez epoki historyczne, poczynając od wieku X. Wtedy to protoplasta rodu, Jędrzej (postać fikcyjna), zabił swego sąsiada. Bogowie rzucili na ród klątwę, która mogła zostać zdjęta tylko wtedy, gdy dwóch braci Romockich, ramię w ramię, będzie walczyło z wrogiem swojej ojczyzny Zadaniem uczestników rajdu stało się znalezienie noża i zwrócenie go potomkom Jędrzeja. Niestety nie było to proste, gdyż na skutek klątwy ród nie rozrastał się, a nóż pojawiał się i znowu znikał w niezbadanych okolicznościach. Około wieku XV pojawił się w okolicy wędrowny handlarz – Sanderus. Naiwnym sprzedawał fałszywe relikwie, a drużynom rajdowym, w wielkiej tajemnicy, sprzedawał noże. Wszyscy przybyli na turniej rycerski, podczas którego potomek Jędrzeja – Kajetan został pasowany na rycerza. Szybko rozwiał wątpliwości patroli – żaden z noży kupionych u Sanderusa nie był tym, którego wszyscy szukali! Na pocieszenie odbył się w tym dniu nie tylko turniej, lecz również uczta i bal. Następnego dnia, ostrzegliśmy uczestników, iż w okolicy pojawiła się Maryanna Romocka, dziedziczka rodu, która napada i grabi podróżnych ( postać autentyczna, żyjąca w XVII w.). Ustrzec przed napaścią mogli tylko Bożogrobcy z pobliskiego zakonu. Niestety, Maryanna skutecznie złupiła rajdowców z wszelkich posiadanych słodyczy! W nocy odbył się obrzęd Dziadów. Nawiedziły nas duchy Romockich: Jędrzeja, Kajetana, Maryanny. Pojawiły się jeszcze postacie, których nikt nie umiał rozpoznać. Następne dni miały to wyjaśnić. Najpierw wkroczyliśmy w Powstanie Styczniowe, w którym walczył Julian Romocki. Uczestnicy musieli rozwiązać wiele zawiłych zadań, by trafić do Dębu Rzeczypospolitej i rzeki Brynicy, które kryły listy powstańców: Juliana i Józefa Romockich. Wszyscy myśleli, że w starym dębie odnajdą nóż – niestety Julian i Józef (postacie autentyczne) nie byli braćmi, a klątwy nie można było odwrócić. W ostatnim dniu rajdu wkroczyliśmy w wiek XX. W Powstaniu Warszawskim walczyło dwóch wnuków Juliana: Andrzej „Morro” i Jan „Bonawentura” Romoccy. Uczestnicy rajdu otrzymali rozkaz dotarcia w miejsce walk powstańczych. Tam rozegrała się „walka”, w wyniku której jedna z drużyn odnalazła symboliczne groby braci; pomiędzy nimi leżał poszukiwany nóż. Klątwa została zdjęta.
Na naszej trasie uczestnicy zwiedzili ciekawe historycznie i krajoznawczo miejsca takie jak: kościół w Rypinie z największymi witrażami w Europie, pracownię i galerię, w której te witraże powstały; grodziska w Starorypinie i Księtem, rezerwaty przyrody „Szumny zdrój” i „Jar Brynicy”. Wysłuchali prelekcji na temat Powstania Styczniowego w wykonaniu pracowników Muzeum Ziemi Dobrzyńskiej w Rypinie. Uczyli się pleść wiklinowe koszyki, lepić z gliny, produkować papier czerpany, pisać gęsim piórem, robić kolczugę z metalowych kółeczek, szyć sakiewki, strzelać z „armaty’. Uczestniczyli w geocachingowych poszukiwaniach – geocaching jest to zabawa w poszukiwanie skarbów za pomocą odbiornika GPS. Ideą przewodnią jest znalezienie ukrytego wcześniej w terenie pojemnika (nazywanego „geocachem”) i odnotowanie tego faktu na specjalnej stronie internetowej. „Wisienką na torcie” okazało się sprowadzenie w ostatnim dniu, na grę wojenną, repliki Goliatha. Goliath był to niemiecki lekki nosiciel ładunków wybuchowych, zdalnie sterowana mina samobieżna zdolna do przenoszenia od 75 do 100 kg materiału wybuchowego, stosowana do precyzyjnego niszczenia wrogich umocnień podczas II wojny światowej. Takich to atrakcji dostarczyliśmy uczestnikom trasy II polskiej Rajdu Grunwaldzkiego 2013. Pracowaliśmy nad rajdem od września do lipca. Z rajdu wróciliśmy zmęczeni, niewyspani, ale szczęśliwi. Nagrodą za wszelki trud są przyjaźnie zawiązane na grunwaldzkich szlakach i słowa wdzięczności naszych uczestników. Było warto!
