W styczniowym numerze Biuletynu nr 1 (34) pisaliśmy o egzotycznym owocobraniu w Żdanówku. Pani Zofii Bondyrze, mieszkance tamtejszej miejscowości udało się wyhodować cytryny w warunkach domowych. Drzewko Pani Zofii owocuje kolejny raz a znów ma nowe kwiaty.
Po tym artykule redakcja „Biuletynu” odebrała kolejny sygnał, tym razem z Sitańca Wolicy. Zadzwoniła do nas Pani Irena Adamczuk, która na parapecie swojej kuchni ma także mały kawałeczek egzotycznego ogrodu, bowiem Pani Irenie udało się wyhodować nie tylko cytryny, ale i mandarynki. „Sadzonkę cytryny i mandarynki dostaliśmy ze szkółki ogrodniczej z Leonowa, k/Lublina. Obie rośliny posadziłam do ziemi kompostowo – ogrodowej” – dodaje Pani Irena. „Oba drzewka, owocują każdego roku, nie zależnie od jego pory. Zimą, gdy nie ma owadów, sama zapylam owoce pędzelkiem, które gdy dojrzeją, same spadają. Największy owoc cytryny miał powyżej 0,5 kg. Mandarynka zaś ma po kilkanaście owoców jednocześnie, nie raz bywało 15‒18 szt. różnej wielkości”. Sadzonki Pani Ireny cały czas stoją w nasłonecznionym miejscu, są regularnie podlewane, a także wspomagane i pielęgnowane. „Gdy moje cytrusy chorują, wspomagam je i leczę specjalnymi preparatami do cytrusów. Dziś o nie nietrudno. Dzięki nim rośliny szybko wracają do zdrowia”. Uprawa takich roślin w warunkach domowych wymaga cierpliwości, systematyczności, ale i miłości, bo, jak dodaje Pan Irena, „trzeba kochać to co się robi”.
