Krwawa rocznica rzezi hitlerowskiej w Białowoli

…Tu spoczywają zwłoki Polaków, mieszkańców wsi Białowola, wymordowanych przez krwawych katów dnia 29 grudnia 1942 r.

„O godz. 7 syn mój przyleciał do domu i powiedział, że Niemcy otoczyli wioskę (…). Przeważnie mieszkańcy Białowoli uciekli z wioski, na miejscu pozostali tylko starcy i kobiety z dziećmi, tj. ci, dla których ucieczka i ukrywanie się było bardzo trudne. W niedługim czasie najpierw przyszedł sołtys z Niemcami i kazali wszystkim wyjść z mieszkań i zgrupować się na podwórzu koło szkoły. Niemców na wiosce było około 30. Ilu otaczało wioskę – tego nie wiem. Wśród nich byli gestapowcy, „czarni” i inni, których przynależności do formacji nie mogę określić. Wszystkich Polaków koło szkoły zgrupowało się około 70 osób. Byli tam, jak już wspomniałam, starcy i kobiety z małymi dziećmi. Ja poszłam wraz z synkiem, liczącym wtedy 4 lata. Następnie Niemcy kazali nam wejść do budynku szkolnego i tam nas podzielili na dwie partie – mężczyzn osobno i osobno kobiety z dziećmi (…) Razem wybrali 52 osoby. Mnie z dzieckiem i (…) polecili Niemcy iść do domu sołtysa, gdzie im mieliśmy ugotować jedzenie. Resztę ludzi pozostawili w szkole (…) Po naszym odejściu Niemcy dokonali egzekucji na 52 osobach. Wyprowadzali ze szkoły po 5 osób i przed szkołą ich rozstrzeliwali (…) Po tej egzekucji Niemcy przyszli na obiad i po obiedzie wyszli na wioskę, gdzie rabowali mienie Polaków. W czasie tego rabunku zabijali tych wszystkich Polaków, których spotkali, względnie znaleźli ukrytch (…). Tego dnia wieczorem Niemcy opuścili naszą wioskę, biorąc ze sobą inwentarz żywy i martwy oraz inne cenniejsze mienie, które zrabowali. Polaków pomordowanych na drugi dzień pochowaliśmy w wiosce. Zaraz po tej pacyfikacji „czarni” z pobliskich wiosek (zwłaszcza z Lipska) przez 14 dni rabowali mienie Polaków. Rabowali wtedy wszystko, co było możliwe do zabrania: narzędzia gospodarskie, meble, pościel, drzewo budulcowe. Pozostawili w Białowoli tylko gołe domy.
Autor: Apolonia Mazurek

„Mieszkańcy Białowoli obawiali się wysiedlenia. Dlatego swój dobytek ukryli w lesie. Mój brat był jedną z kilku osób, którą tego dnia wyznaczono do jego pilnowania. 20 grudnia 1942 r. pojawili się tam Niemcy. Mieszkańcy wsi, którzy byli przy tym dobytku zostali zabici. Mój brat próbował uciekać. Znaleziono go potem w pewnym oddaleniu. Dostał kilka kul. Rodzina tego wówczas nie wiedziała. Mój ojciec miał na imię Piotr. Ktoś mu powiedział, że Niemcy zabrali mojego brata do Lipska. Poszedł go szukać. Ta wyprawa skończyła się tragedią. W Lipsku założono posterunek Schutzpolizei (była to tzw. niemiecka policja ochronna). Ojciec trafił w ich łapy. Nie mieli dla niego litości. Został w Lipsku zabity.”
Autor: Wiesław Kuźma

Udostępnij