Do wicia wieńca potrzeba „wóz zboża”

453
Lubelskie Dożynki Wojewódzkie 2021

Wieńce prezentowane przez sołectwo Lipsko Polesie w ostatnich latach zyskują uznanie w konkursach dożynek gminnych, powiatowych, diecezjalnych, a nawet wojewódzkich. Tegoroczny wieniec stał się wizytówką Powiatu Zamojskiego podczas Dożynek Województwa Lubelskiego w dniu 12.09.2021 r. w Lubyczy Królewskiej (powiat Tomaszów Lub.), zdobywając wyróżnienie z nagrodą dla Sołectwa. Stało się tak dlatego, że kilka tygodni wcześniej, na Dożynkach Powiatu Zamojskiego w Sitnie (22.08.2021 r.), wieniec Sołectwa Lipsko Polesie zatriumfował w konkursie, zajmując I miejsce w kategorii wieńców tradycyjnych. To zarazem osobisty sukces Państwa Elżbiety i Stanisława Czochrów – utalentowanych twórców nie tylko tego zwycięskiego wieńca, ale i kilku poprzednich, które w przeszłości zachwycały i zgarniały laury w różnych konkursach dożynkowych. O wieńcach i ich wiciu opowiada Elżbieta Czochra, pomysłodawczyni i główna wykonawczyni tych dzieł sztuki ludowej. Są one dumą Sołectwa Lipsko Polesie. Z panią Elżbietą rozmawiała Magda Misztal z Gminnego Ośrodka Kultury Gminy Zamość.

Magda Misztal (Red.): Jak wygląda tegoroczny Państwa wieniec?
Elżbieta Czochra (EC): Jest to duży wieniec tradycyjny w formie korony, wykonany z samych naturalnych elementów. Uwity ze zbóż pszenicy, żyta, pszenżyta, owsa, jęczmienia. Zastosowano także proso, len, suszone kwiaty, ozdobne trawy. Ozdobą są również elementy wymieniane lub uzupełniane na bieżąco, zwłaszcza te, które szybko tracą świeżość, jak choćby jarzębina. Wieniec jest zwieńczony krzyżem, owinięty ziarnami zbóż nawleczonymi na druciki i przyozdobiony przeróżnymi suszkami. Od pewnego czasu, co roku krzyże robimy takie same, ponieważ postanowiliśmy, że to będzie nasz znak rozpoznawczy. Bardzo cieszymy się z wygranej i nagrody w kwocie 600 zł, bo chociaż częściowo zrekompensuje to koszty, ale to akurat nie jest najważniejsze w kultywowaniu tradycji.

Red.: Kto jest autorem tego wieńca i tych prezentowanych w latach ubiegłych?
EC: Pomysły na wygląd tegorocznego i nieco wcześniejszych wieńców Lipska Polesie są moje. Wolę wieńce tradycyjne. Zaczęłam je wykonywać od czasu, kiedy mój mąż, Stanisław, w 2010 roku został wybrany na Sołtysa Lipska Polesia. Wieniec był potrzebny na Gminne Dożynki więc należało go wykonać i tak zaczęliśmy. Pierwszy wieniec był bardzo skromny. Przez kolejne lata uczyłam się po prostu wykonywać coraz bardziej skomplikowane ozdoby. Kształt wieńca wymyślam niemal przez cały dzień. Pomysły przychodzą szybko. Inspiruję się innymi wieńcami, dużo ich oglądam, ale nigdy nie kopiuję. Często zainspiruje mnie tylko jakaś część, element dekoracyjny lub spodoba mi się zastosowana przez twórcę metoda. Oczywiście, wkład pracy i wysiłek męża w wykonanie wieńca też są znaczne.

Red.: Jak wygląda proces powstawania Waszego wieńca tradycyjnego?
EC: Praktycznie trwa to cały rok. Materiał dekoracyjny na wieniec gromadzę czasami już od maja i czerwca. Potrzebne zboża mamy z własnych upraw, rosną na polach w pobliżu słynnej Kapliczki Św. Romana oraz blisko domu. Natomiast ozdobne trawy na potrzeby późniejszego wieńca sieję co roku w przydomowym ogrodzie. Także co roku zbieram nasiona tych traw, które najbardziej mi się podobają, aby ponownie je zasiać. Wszystko, co potem używam, pochodzi z naszych upraw. Może tego w wieńcu nie widać, ale naprawdę materiału trzeba zebrać i zgromadzić bardzo dużo – przysłowiowy „wóz zboża”. W czerwcu zbieram niektóre zboża, jak są jeszcze zielone. Wysychają na różne kolory. Jeżeli chcę mieć zielone, to suszę je w ciemnym miejscu, jeżeli jaśniejsze, to w słońcu. Tak samo jest z kwiatami. Zbiórka zbóż i kwiatów jest bardzo trudna. Trzeba to robić o odpowiedniej porze dnia. Ja wychodzę o godzinie 14-15 po południu, ale rośliny na suszenie powinno się zrywać tylko w pełnym słońcu, bo wtedy najlepiej można zaobserwować fazę rozwoju rośliny. Kwiaty zrywam półrozkwitnięte, bo w trakcie suszenia ładnie się rozwiną. Zboża można zbierać etapami, wtedy po wyschnięciu będą się różnić odcieniami. Sierpniowe zboże jest cięższe, kruche, wygina się, ciężko jest je wić, szczególnie niesforny jest jęczmień. Żyto czy pszenżyto czasami zrywam już w maju. Wiedza szczegółowa o tym wszystkim przychodzi stopniowo po wielu latach praktyki i obserwacji. Najwięcej nauczyłam się sama z własnego doświadczenia, bo osoby, które wiją wieńce, nie bardzo chciały dzielić się tą wiedzą.
Kiedy już wymyślę projekt wieńca, rysuję go, a mąż wykonuje metalowy stelaż. Nie powstaje on od razu, zwykle wiele razy konsultujemy jego kształt na różnych etapach powstawania konstrukcji. Mąż zajmuje się tym dorywczo, w domu, po pracy, dlatego trwa to dość długo. Nad konstrukcją samego tylko krzyżyka, wieńczącego wieniec, spędził w tym roku pełne 8 godzin, a przecież to tylko jeden z bardzo wielu elementów całości. Trzeba się napracować. Żeby wieniec był ładny, to i stelaż musi być ładny i dopracowany. Musi wyjść ładna bryła. Następnie metalowe pręty stelaża trzeba jeszcze owinąć sznurkiem, aby zboże się nie zsuwało. Potrzeba na to ok. 500 metrów sznurka.
Wicie wieńca to kolejny czasochłonny etap pracy. Wiję go sama, bo wieniec powinna wić „jedna ręka” (jedna osoba). Na wicie potrzebuję ok. 2 tygodni. Zaczynam po odpuście na Matki Bożej Jagodnej (1-2 lipca). Pochodzę z Krasnobrodu i jest to dla mnie ważny termin, odwiedzam wtedy rodzinę. Zaczynam od wiązania pęczków zbóż, z których powstanie wieniec. Każdy pęczek składa się z 10-12 kłosów, ilość zależy od rodzaju zboża. Trzeba ich zrobić w tysiącach na taki duży wieniec jak nasz. Pomagają mi koleżanki z Lipska Polesia, najwięcej Bernarda Tymura, Agnieszka Krygowska, Anna Rudy i Dorota Frankiewicz. Przychodzą do mnie i mozolnie wiążą te pęczki. Dzięki nim wieniec mogę już wić sama, nikt nie musi szykować i podawać mi luźnych kłosów. To wielka pomoc, choć pozornie na to nie wygląda.

Red.: Od wielu lat Lipsko Polesie odnosi sukcesy w konkursie „Na Najpiękniejszy Wieniec Dożynkowy” w ramach Dożynek Gminy Zamość. Pamiętacie, jakie miejsca zajmowaliście?
EC: Tak. Od 2015 roku nieprzerwanie do 2020 roku, nasze wieńce zawsze znajdowały się w gronie laureatów w ramach Dożynek Gminy Zamość. W tym konkursie zawsze równorzędne tytuły Laureata zdobywają 3 sołectwa, których wieńce zgromadzą największą sumę punktów, przyznawanych przez inne sołectwa (od redakcji: w 2020 r. wyjątkowo tytuł Laureata w konkursie zdobyły 4 sołectwa ex_aequo z powodu remisu w obrębie podium). Sołtys w imieniu własnego sołectwa nie może głosować na wieniec reprezentujący jego sołectwo. Pamiętny był pierwszy rok pandemii, 2020 r., po raz pierwszy konkurs odbył się online. Wieńce zaprezentowano w internecie anonimowo. Wówczas też zdobyliśmy tytuł Laureata, a punktowo II miejsce. Dodatkowo zorganizowano jeszcze Plebiscyt Publiczności, w którym głosowali zwykli internauci. W tej rywalizacji nasz wieniec zajął I miejsce.

Red.: Te wieńce doceniono także poza Gminą Zamość. Gdzie i kiedy to miało miejsce?
EC: W 2016 r. nasz wieniec zajął III miejsce podczas Dożynek Diecezjalnych w Krasnobrodzie, a rok później II miejsce. W 2019 r. podczas Dożynek Powiatu Zamojskiego w Starym Zamościu zajęliśmy II miejsce, ale miesiąc później na Diecezjalnym Święcie Plonów w Krasnobrodzie nasz wieniec wygrał w kategorii wieńców tradycyjnych. To wyróżnienie zobowiązywało, dawało też prawo do reprezentowania Diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej na Ogólnopolskich Dożynkach Jasnogórskich w Częstochowie w 2020 r., z udziałem m.in. Prezydenta RP. Byliśmy tam.

Red.: Państwa wieńce wielokrotnie potwierdziły, że należą do najpiękniejszych. W czym tkwi sekret ich powodzenia? Jaki jest przepis na sukces?
EC: Wszytko trzeba zrobić dokładnie i powoli. Tego nie robi się szybko. Po jednym dniu wicia wszystkie palce mam w plastrach. Potrzeba wytrwałości, uporu, konsekwencji i pasji. Nie od razu wszystko, co zrobię, podoba mi się. Podczas wicia nie zmieniam ogólnego zarysu, ale bywa, że detale zmieniam w trakcie wykonywania wieńca. Coś sobie zaplanuję, ale gdy przyłożę detal, to okazuje się, że nie pasuje i trzeba wtedy zmienić wizję w trakcie pracy, żeby końcowy efekt mógł zachwycać.

Red.: Czy Pani podobają się wieńce, które Pani wykonuje? Czy czuje Pani, że dany wieniec ma szansę na wygraną w konkursie? Z jakimi opiniami Pani się spotyka?
EC: Nie od razu po ukończeniu prac jestem zadowolona. Ale kiedy obejrzę nasz wieniec za jakiś czas i jeszcze jak zobaczę inne wieńce, i porównam, to tak, podoba mi się efekt mojej wizji i naszej wspólnej pracy.

Red.: Jak wpływa na Panią świadomość, że trzeba pokazać szerszej publiczności swoją autorską wizję w postaci gotowego wieńca? Czy jest trema?
EC: Przed pokazaniem wieńca publiczności jest trema: żeby nie być najgorszym. Nie musimy wygrywać, ale chcemy mieć ładny wieniec. Jeżeli ktoś przyjdzie i powie dobre słowo, to też jest zapłata za pracę. Kiedy byliśmy na Ogólnopolskich Dożynkach Jasnogórskich w Częstochowie, szliśmy z wieńcem już po uroczystościach na odległy parking, ludzie nas zatrzymywali i robili sobie z naszym wieńcem zdjęcia. To było miłe. Do przejścia było ok. 500 metrów, ale przez to zainteresowanie ludzi, szliśmy ponad godzinę. Na tegorocznych Dożynkach Powiatowych mieliśmy fankę, której szalenie spodobał się nasz wieniec. Przewidziała, że zajmie on I miejsce w konkursie wieńców. Poprosiła o nr telefonu, aby mogła zadzwonić i dowiedzieć się jak nam poszło, sprawdzić, czy spełniły się jej przewidywania. I faktycznie zadzwoniła kilka dni później.
Niektórzy nie dowierzają, że Lipsko Polesie każdego roku samo wije wieniec. Uważają, że kupujemy gotowce. To przykre. Wystarczy przyjść do mnie jakieś 2 tygodnie przed dożynkami i zobaczyć, jak powstaje oryginał. Cieszy nas fakt, że bardzo dużo osób nam kibicuje i gratuluje sukcesów. Nas też to mobilizuje, może nawet bardziej niż miejsca na podium w konkursach.

 

GOK: Magda Misztal i JK